Mam na imię Mirka. Na ewangelizacje przyjechałam z córką i mężem. Na ulicach miasta Szczecin w trakcie ewangelizacji doświadczyliśmy wiele ciepła i rozmiłowanych w Jezusie osób, ale i wielu bardzo zagubionych, poranionych i rozżalonych na sytuacje w państwie, kościele … W trakcie tych kilku dni przebywania na ulicach z prostymi ludźmi i nietylko, przechodnie zwracali wielką uwagę na obecność duchowieństwa z grupami ewangelizacyjnymi. Spostrzegłam jak bardzo ważne jest by kościół wychodził do ludzi ze słowem, śpiewem, radością właśnie na ulice a nie ograniczał się tylko do murów kościoła. Spotkałam się również z wypowiedzią, że my młodzi stoimy na ulicach i ewangelizujemy bo duchowieństwo boi się chyba o swoje pałace. Były dni gdy za mało duchownych towarzyszyło młodym ewangelizatorom na ulicach, co pomniejszało wiarygodność kościoła i naszą. Uznawano nas za świadków Jehowy lub sekty. Również zwróciłam uwagę jak ważne są grupy muzyczne i teatralne na ulicznej ewangelizacji. Budzą zaciekawienie zarówno zwolenników Jezusa jak i tych obojętnych i niewierzących. Czasem gdy słowo nie trafia do przechodnia potrafi to zrobić śpiew czy teatralne ukazanie rzeczywistości, człowieka zagubionego.
Uważam że ta ewangelizacja była dobrą szkołą dla ewangelizatorów,czasem wielu spostrzeżeń, doświadczeń.
Duchowieństwo spełniało wielka fundamentalną role z nami na ulicach. Byli autorytetem dla przechodnia ale i nas którzy braliśmy w tym udział. Dzięki zaangażowaniu księży i obecności diakonów nasze grupy były bardziej wiarygodniej i pozytywniej odbierane.
Mirka K. (Bawaria)

Dodaj komentarz